DZIEŃ OJCZYSTEGO JĘZYKA
27.02.2012 r. w naszej szkole obchodziliśmy Dzień Języka Ojczystego.
Uczniowie z klas 0-III spotkali się na wspólnych zajęciach, których celem było promowanie kultury słowa pisanego i mówionego. Poprzez zabawę, starsi uczniowie przekazywali młodszym swoją wiedzę i umiejętności. Uczestnicy spotkania zostali podzieleni na 6 grup zróżnicowanych wiekowo. W miłej i życzliwej atmosferze wszyscy wspólnie wykonywali zadania.
Natomiast uczniowie klasy V wykonali ILUSTROWANY SŁOWNIK ORTOGRAFICZNY oraz układali opowiadania na dowolny temat z wykorzystaniem archaizmów. Dzięki temu wzbogacili własne słownictwo, poznali wyrazy, których współcześnie nie używamy, a możemy się z nimi spotkać tylko w utworach literackich. Wszyscy śmiali się, gdy czytali dziwnie brzmiące wyrazy, zgadywali ich znaczenia, a w końcu zabrali się do tworzenia własnych opowiadań.
Poniżej jedno z takich opowiadań (pozostałe będzie można przeczytac w najbliższym numerze gazetki szkolnej).
Onegdaj luby pies pewnego dobrodzieja, który miał dużo pomysłów uciekł. Zacny dobrodziej wyruszył na pustynię, na której było gorąco, poszukiwać lubego psa. Dobrodziej rzekł: zaiste jest warno. Po drodze spotkał klawego gołowąsa. Niestety nie pogawędzili, ponieważ ten gołowąs był chwackim cyklistą i spieszył się niezmiernie. Potem zbałamucił go młokos w wielkich binoklach. Zatrzymał go i rzekł: waszmość daj trochę chołodźca, bo jest tu tak warno, że na piasku można uwarzyć jajka. Ten mu odpowiedział: Nie dam ci chołodźca, bo czeka mnie długa droga. Młokos odparł: Ależ waszmość… Dobrodziej na to: Nie chcę się z tobą wadzić, nie mam czasu, muszę znaleźć psa. Na to młodzik, odsunął poły kurtki i wyjął małego yorka. Dobrodziej bardzo się ucieszył, bo był to jego luby, zaginiony piesek. Przed rozstaniem napili się chołodźca, pożegnali i dobrodziej wrócił do swojej rezydencji. Tak skończyła się ta gawęda, którą opowiedział wam Aleksander Kaczorowski.
Była to "żywa lekcja języka ojczystego".
Natomiast uczniowie klasy V wykonali ILUSTROWANY SŁOWNIK ORTOGRAFICZNY oraz układali opowiadania na dowolny temat z wykorzystaniem archaizmów. Dzięki temu wzbogacili własne słownictwo, poznali wyrazy, których współcześnie nie używamy, a możemy się z nimi spotkać tylko w utworach literackich. Wszyscy śmiali się, gdy czytali dziwnie brzmiące wyrazy, zgadywali ich znaczenia, a w końcu zabrali się do tworzenia własnych opowiadań.
Poniżej jedno z takich opowiadań (pozostałe będzie można przeczytac w najbliższym numerze gazetki szkolnej).
Onegdaj luby pies pewnego dobrodzieja, który miał dużo pomysłów uciekł. Zacny dobrodziej wyruszył na pustynię, na której było gorąco, poszukiwać lubego psa. Dobrodziej rzekł: zaiste jest warno. Po drodze spotkał klawego gołowąsa. Niestety nie pogawędzili, ponieważ ten gołowąs był chwackim cyklistą i spieszył się niezmiernie. Potem zbałamucił go młokos w wielkich binoklach. Zatrzymał go i rzekł: waszmość daj trochę chołodźca, bo jest tu tak warno, że na piasku można uwarzyć jajka. Ten mu odpowiedział: Nie dam ci chołodźca, bo czeka mnie długa droga. Młokos odparł: Ależ waszmość… Dobrodziej na to: Nie chcę się z tobą wadzić, nie mam czasu, muszę znaleźć psa. Na to młodzik, odsunął poły kurtki i wyjął małego yorka. Dobrodziej bardzo się ucieszył, bo był to jego luby, zaginiony piesek. Przed rozstaniem napili się chołodźca, pożegnali i dobrodziej wrócił do swojej rezydencji. Tak skończyła się ta gawęda, którą opowiedział wam Aleksander Kaczorowski.
























